Gary Stevens urodzony 6 marca 1963 roku w Caldwell,Idaho w zasadzie skazany był na pracę z końmi - ojciec Ron był trenerem, brat Scott dżokejem. Zanim ukończył 14 lat wygrywał już "włościańskie" wyścigi quarter horse. W wieku 16 lat bierze pierwszy raz udział w gonitwie koni pełnej krwi w Les Bois Park, Idaho - i wygrywa. Szybko wdziera się do czołówki amerykańskich jeźdzców. Miejsce w pierwszej dziesiątce "top money" w latach 1985-99 i 2001, trzykrotny sukces w Kentucky Derby (Winning Colors (1988), Thunder Gulch (1995), Silver Charm (1997)), dwa zwycięstwa w Preakness Stake (Silver Charm (1997), Point Given (1998)), trzy w Belmont Stakes (Thunder Gulch (1994), Victory Gallop (1998), Point Given (2001)). Od roku 1997 należy do ekskluzywnego Racing Hall of Fame.

Point Given wygrywa o 12 długości Belmont Stakes
Dla miłośników kina sylwetka Stevensa musi wydać się znajoma - we wspaniałym "Seabiscuit" wcielił się w rolę Georga Wolfa i chyba trudno było znaleźć lepszą osobę do zagrania tej roli.
Fragmenty biografii
"Perfekcja jazdy" - Gary Stevens, w tłumaczeniu
Małgorzaty Stelmach.
Zdjęcia : www.garystevens.com
Słowo wstępne
Bill ShoemakerZnam Gary Stevensa odkąd pierwszy raz przyjechał do Płd. Kaliforni. Był wtedy dzieciakiem o wybuchowym usposobieniu, a przy tym bardzo tęsknił za domem rodzinnym. Był wówczas dobrym jeźdźcem, ale 5 lat później gdy wrócił był dużo lepszy. Wyrósł trochę i wydoroślał. Zawsze lubiłem z nim jeździć, bo zachowywał się fair w stosunku do innych. Jazda z doświadczonymi dżokejami pomogła mu stać się lepszym jeźdżcem.
Gdy się ścigasz, musisz nauczyć się korzystać z każdej sytuacji, ale robić to uczciwie. Gary się tego nauczył i robił to coraz lepiej, a wreszcie nauczył się także kontrolować swój temperament. Wcześniej jedynym wyjściem z trudnej sytuacji, gdy ktoś mu przeszkodził w wyścigu, było „prawo pięści”.
Dla każdego początkującego jeźdźca Gary jest wzorem ze względu na sposób zachowania, traktowania koni w wyścigu i postawę jako jeźdźca. Stał się profesjonalistą w każdym znaczeniu tego słowa. Zna swoje konie, wie kiedy należy zacząć finiszować, przekłada bat, wyczuwa czy danego konia należy uderzyć czy nie używać bata i ma świetne wyczucie tempa. Wszystko to przychodzi z czasem, jest czymś, czego jeżdziec się uczy. Powiedziałbym, że potrzeba 5 do 10 lat, aby stać się świetnym dżokejem, a ci którym uda się to wcześniej nie istnieją zbyt długo w czołówce.
Gary był nieszczęśliwy, gdy musiał zrezygnować z jazdy. Mówił, że nie wytrzyma na wyścigach nie mogąc uczestniczyć w gonitwach, choć odradzano mu jazdę ze względu na stan zdrowia.
Kiedyś mu powiedziałem: Jeśli czujesz, że jedynie to chcesz robić i sprawia, że jesteś szczęśliwy, to wracaj. Nie próbuj być kimś, kim inni by chcieli cię widzieć.
Dzisiaj sądzę, że osiągnął wszystko - nauczył się dobrze wysławiać, z czym miał wcześniej kłopoty, jest dżentelmenem i został czempionem. Nie ma lepszego dżokeja.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
9 czerwca 2001- dzień Belmont Stakes, 2400 m. Jechałem na Point Given, którego występ zgromadził na trybunach rekordową liczbę publiczności – 73 857 osób. Był taki hałas, że asystent startera, odpowiedzialny za nas przy start maszynie nie słyszał co do niego mówię, choć stał pół metra ode mnie. Na szczęście koń dobrze przyjął start i mogłem ustawić się w pobliżu AP Valentine, jedynego konia, który mógł mi zagrozić. Na przeciwległej prostej, 1600m do celownika, wiedziałem że wygram. Point Given szedł zrelaksowany na ręku, przed nami były 3 konie dyktujące tempo, a tuż za mną po zewnętrznej AP Valentine. Przed wejściem w zakręt AP próbował zaatakować, popuściłem wodzy i Point Given wydłużył krok. Obejrzałem się , AP już był posyłany przez dżokeja, a ja miałem „tonę konia” pod sobą. 600 m do celownika znów popuściłem wodzy i koń przyspieszył. Przed wyjściem na prostą byłem już na froncie, podebrałem wodze, aby koń skoncentrował się na tym, czego od niego wymagam. Na prostej dostał dwa baty, na co odpowiedział przyspieszeniem. Nie wiedziałem jak daleko jest reszta koni, ale cały czas go posyłałem i pobudzałem batem, by nie próbował bawić się nie widząc konkurencji. Nie starałem się oszczędzać go, bo i tak będzie długo odpoczywał po tym wyścigu. Stanęła mi przed oczami sytuację z Belmont Stakes w 1997 na Silver Charm. Scigałem się o trzecią koronę i już pewny zwycięstwa przestałem go wysyłać. Wtedy pojawił się znikąd Touch Gold i pobił nas na ostatnich 50m.
Za celownikiem obejrzałem się – reszta koni była bardzo daleko, a doping publiczności ogłuszający.
Point Given był pierwszym klasowym koniem, którego miałem dosiadać po powrocie na tor. Trener Bob Baffert wiązał z tym 2-latkiem duże nadzieje i chciał, abym ja był jego stałym jeźdżcem. Pierwszy nasz wyścig to Breeders Cup Juvenile w Kentucky 1700 m z pulą nagród 1mln $. Niestety dostałem nr 1 w start maszynie. Żeby nie zamęczyc konia zabójczym tempem po starcie, jak to było w jednym z poprzednich przegranych wyścigów, ustaliłem z trenerem, że wycofam się po starcie i spróbuję zaatakować na prostej. W Breeders Cup biegną najlepsze konie świata i jeśli Point Given do nich należy, nie będzie łatwo utrzymać go po starcie. Konie dobrze wytrenowane kierują się nawykami, pamiętają wszystko, co działo się wcześniej. Pokazujesz im coś, a one myślą, że w następnym wyścigu trzeba zrobić to samo. Point Given był trenowany mocno przyjmować ze startu, a ja musiałem przekazać mu, że tym razem nie o to chodzi. Folbluty hoduje się i trenuje, aby szybko biegały i wygrywały. Wyścig o mln $ nie jest momentem do nauki, ale to właśnie miałem zrobić wiedząc, że zmiana taktyki może być przykra. Przytrzymałem go po starcie i zostaliśmy bardziej z tyłu stawki niż planowałem. Powinienem poprawić pozycję, ale było za wcześnie na jakikolwiek ruch i powtarzałem sobie: siedź na tej pozycji i czekaj do 600 m. Uderzyłem go po łopatce, przyspieszył bez problemu i zaczęliśmy mijać konie. Przed wyjściem na prostą nie miałem przejścia i musiałem finiszować daleko polem (może będę piąty...). Na prostej uderzyłem go batem, a on mijał konie jakby stały w miejscu i 200 m od celownika walczyłem o III pozycję, a chwilę później zobaczyłem, że prowadzący Macho Uno zaczął słabnąć i wydawało mi się, że wygrałem o nos.
Niestety było odwrotnie! Była to jednak najpiękniejsza porażka w moim życiu. Ten koń pokazał tak wspaniałe przyspieszenie na finiszu, że zdobył moje zaufanie i wiarę w jego możliwości. Wiedziałem że to koń wyjątkowy.
Jeśli jeździec nie ma zaufania i wiary w konia, którego dosiada, może to często oznaczać przegraną.
Point Given wygrywał następne wyścigi łatwo, musiałem tylko pilnować go, aby finiszując na prostej koncentrwał się i nie próbował wygłupiać, gdy konkurenci pozostali z tyłu. Zużywał przy tym jedynie 70% swoich możliwości przyspieszenia. Point Given miał około 170 cm w kłębie!
Kentucky Derby – tor o twardej nawierzchni, trudny do jazdy i nie każdemu koniowi pasujący. Point Given trenował tam, żeby się zaklimatyzować. Niby galopował dobrze, ale niektórzy twierdzili, że niezbyt płynnie zmienia nogi w galopie.
W USA konie uczy się galopować z prawej nogi na prostej, a z lewej nogi na zakrętach (wyścigi są w lewą stronę). Jest za dużym obciążeniem dla konia biec cały dystans bez zmiany nogi w galopie i na ogół robią to same, ale czasem wymagają pomocy od jeźdźca.
Przy wyjściu na prostą wykręcam lekko łeb konia w lewo podczas jednej fuli, gdy akurat ma wszystkie nogi w powietrzu, ale bez zmiany toru jazdy, potem szybko pociągnę prawą wodzą i to przesunięcie ciężaru ciała spowoduje konieczność zmiany nogi w galopie.
Niestety Point Given w Kentucky Derby był V, czas bliski rekordu, ale tym razem miałem ostatni nr w start maszynie i przy 17 koniach w wyścigu musiałem z miejsca zabrać się bliżej frontu, a na finiszu koń nie pokazał swojego zabójczego przyspieszenia. Po wyścigu weterynarz zbadał go, ale nie miał żadnej kontuzji. Czy to nawierzchnia toru mu nie odpowiadała, czy duża wilgotność powietrza, nie wiadomo. Następne dwie korony: Preakness wygrał o ponad dwie długości, a Belmont o 12 długości. Tym bardziej przykre było wspomnienie o Derby. W wyścigach często decyduje szczęście, wcześniej czy później każdy koń musi przegrać. Point Given przegrał w niewłaściwym dniu.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Ból i radość stale towarzyszyły życiu i karierze Gary Stevensa.
Gwiazda torów wyścigowych przez dwie dekady, z 4512 wygranymi wyścigami i sumą nagród 187 mln $, nagle zadziwia świat wyścigów oświadczeniem, że kończy karierę dżokeja.
Dziewięć miesięcy później wraca na tor z nadzieją, że jeżdżąc wyścigi nie będzie już czuł bólu.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Rodzice Gary Stevensa byli zawsze związani z końmi. Mama od dziecka jeździła konno, brała udział w zawodach western, a ojciec zaczął trenować konie Appaloosa, potem Quarter Horses, a wreszcie folbluty. Początkowo był trenerem amatorem, jednocześnie pracował jako sprzedawca, a ponieważ odnosił sukcesy na lokalnych torach coraz więcej osób powierzało mu swoje konie do treningu. Zrezygował więc z pracy sprzedawcy i poświęcił się koniom. Tak więc Gary i jego starszy brat Scott od najmłodszych lat pomagali ojcu przy koniach. Jedynie najstarszy z braci nie przejawiał zainteresowania tym sportem.
Kiedy Gary miał 6 lat, zaczął nagle utykać. Lekarze stwierdzili u niego rzadką chorobę zwyrodnienia stawu biodrowego. Założono mu metalową szynę z wbudowanym butem o podwyższonej podeszwie na lewą nogę i miał to nosić przez 2-3 lata dopóki kość się nie zregeneruje. Dzieci bywają okrutne i w szkole stał się ofiarą, nazywany Butem Frankensteina, źle się uczył, a metodą obrony stało się dla niego prawo pięści. Zawsze był żywym dzieckiem, a unieruchomiony i wyśmiewany przez rówieśników, nie wiedział co robić. Rodzice znaleźli mu zajęcie: zaczął uczyć się gry na perkusji i doszedł w tym do perfekcji, jak zresztą we wszystkim co robił.
Przed lekcjami gry, potem gdy trenował zapasy i kiedy został dżokejem, miał zwyczaj koncentrować się na tym co będzie robił tak bardzo, że wyłączał się kompletnie z otaczającej go rzeczywistości.
Po 1i ½ roku okazało się, ku zdziwieniu lekarzy, że można zdjąć szynę z nogi Garego, potem nastąpił okres rehabilitacji, a chłopak chciał być szybko zdrowy, więc ćwiczył godzinami. Jakieś pół roku później zaczął uprawiać zapasy pod opieką swego brata Scotta, który należał do reprezentacji szkoły. I w tej dziedzinie zaczął odnosić duże sukcesy , aż kontuzja – zwichnięcie barku, podczas finału zawodów okręgowych, wykluczyła go z tego sportu.
Po wyleczeniu kontuzji, rehabilitacja polegała na ćwiczeniu mięśni ramion przez podnoszenie ciężarów oraz jeździe konnej.
Zdjęcie: www.garystevens.com.
Prawo w stanie Idaho mówi, że jeździec, który zawodowo galopuje konie na torze wyścigowym musi mieć licencję, a może ją otrzymać po skończeniu 16 lat. Nawet jeśli rodzice go zatrudniają, nie ma prawa galopować po torze.
W wieku 14 lat Gary i Scott byli podobnej postury i wykorzystali to, aby Gary mógł galopować konie na torze. Przebierał się za brata i w ten sposób galopował codziennie około 16 koni swojego ojca. Niestety po jakimś czasie władze toru zorientowały się, że to Gary, a nie Scott jeździ na torze. Wtedy znajomy ojca z Utah załatwił mu pracę na tamtejszym torze prowincjonalnym, gdzie nie wymagano licencji. Po tygodniu zapisano go do wyścigów. Zadzwonil do brata po pomoc: Co mam robić? Jestem zapisany na 6 koni, a nigdy nie startowałem ze start maszyyny! Na torze uważano, że Gary jest czempionem uczniów w Boise, gdzie jego ojciec trenuje konie.
Ojciec z bratem natychmiast przyjechali do Utah, wytłumaczyli Garemu jak się startuje, a potem zdenerwowani patrzyli, jak sobie poradzi. Dosiadał koni rasy quarter horse, które z maszyny startują jak dynamit i wygrał w tym dniu 2 wyścigi! Po drugim wygranym wyścigu urzędnik z zarządu toru zrewidował go w poszukiwaniu jakiegoś urządzenia elektronicznego, które miałoby pomóc jego koniom wygrać!
Zarówno Scott jak i Gary byli tak utalentowani, że rodzice sfałszowali datę urodzenia Scotta, aby mógł jeździć wyścigi w wieku 15 lat. Z kolei Gary zmienił pisownię nazwiska na Stephens i datę urodzenia, aby mógł dostać licencję i startować w dużych wyścigach na koniach, które po wygranych na torach prowincjonalnych miał dosiadać w „prawdziwych wyścigach” . I pewnie nikt nie dowiedziałby się prawdy, gdyby nie była dziewczyna Scotta, która doniosła na niego do władz wyścigowych kilka lat później, gdy Scott miał 18 lat i 4 razy wygrał czempionaty dżokejskie. Ojciec musiał zapłacić 500 $ kary i zagrożono mu zabraniem licencji. Na szczęście oszustwo Garego nie wyszło na jaw.
Rok 1979 był punktem zwrotnym w karierze Garego. Kontuzja barku zakończyła jego karierę zapaśniczą, a także edukację. Chociaż uczył się dobrze, bo od wyników zależał jego udział w zawodach zapaśniczych, zdecydował się rzucić szkołę średnią dla jazdy wyścigowej. Akurat wtedy zadzwonił do rodziców trener Chuck Taliafero z propozycją zatrudnienia Garego w swojej stajni w Kaliforni. Dwa lata wcześniej ta sama propozycja padła w stosunku do Scotta, ale rodzice nie pozwolili mu na wyjazd. (Taliafero wykreował Casha Asmussena i potem Steva Cauthena).
Tym razem wyrazili zgodę - dzięki pomocy Scotta, który wstawił się za młodszym bratem.
I tak w kwietniu 1980 Gary dotarł do Los Angeles, gdzie zobaczył „prawdziwy” tor wyścigowy Santa Anita, mogący pomieścić 50 000 osób. No i tak znanych trenerów jak D.Wayne Lukas czy Charles Whittingham.
Taliafero i jego żona, razem z nim prowadząca stajnię, zajęli się Garym serdecznie, będąc również jego prawnymi opiekunami (Gary nie miał jeszcze 18 lat), zakwaterowali go w motelu, a nie w kwaterach dla personelu stajennego, aby nie wpadł w nieodpowiednie towarzystwo i nie zaczął pić i brać narkotyki.
Jeździć zaczął od razu, ale nie szło mu najlepiej przez pierwsze dwa miesiące. Trener zasugerował mu znalezienie dobrego agenta, który go wypromuje. Każdy dobry dżokej ma swojego agenta, aby wybierał mu dosiady, selekcjonował dobre konie od tych słabych, aby trenerzy zatrudniali go do porannych treningów, za które nota bene dżokej nie dostaje zapłaty.
Gary, z pomocą swojego trenera, znalazł wreszcie agenta, emerytowanego trenera, dzięki któremu zaczął dostawać po 8 dosiadów każdego dnia wyścigowego. Nie wygrywał, ale płatnymi miejscami zarabiał dużo więcej niż w rodzinnym Boise w Utah. Mimo to był rozczarowany, że przez ponad 2 miesiące pobytu nie wygrał ani jednego wyścigu ichciał wracać do domu. Trener nie pozwolił mu na to, zadzwonil do rodziców mówiąc im, że Gary ma talent i powrót do domu będzie największą pomyłką w jego życiu, musi być tylko cierpliwy a sukcesy przyjdą.
Miesiąc później Gary wygrał nie jeden, ale trzy wyścigi jednego dnia! Mimo to następnego dnia spakowal rzeczy i wyjechał do domu. Dopiero po jakimś czasie zrozumiał, że te 3 miesiące dały mu bardzo wiele. Scigał się z najlepszymi dżokejami świata, a nawet nie jeżdżąc mógł obserwować ich styl jazdy. Lafit Pincay, Bill Shoemaker, Darrel McHargue – to byli dżokeje, na których chciał się wzorować. Sam wtedy nie miał dużej liczby koni do jazdy, a także nie były to konie wybitne, więc nie mógł się na nich za dużo nauczyć odnośnie taktyki jazdy. Tego można się nauczyć tylko na bardzo dobrych koniach.
Zdjęcie: www.garystevens.com.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Po powrocie do domu zamieszkał z bratem, dzielił z nim nie tylko mieszkanie, ale też korzystał z usług jego agenta. Dzięki doświadczeniiu zdobytemu w Kaliforni był w stanie galopować 15 – 20 koni podczas porannych galopów i po południu przejechać nawet 10 wyścigów.
Od września zaczął jeździć w Portland, dokąd jego rodzice przenieśli się z końmi po zakończeniu sezonu w Bois. Jego agentem został tym razem kowal, najlepszy w okolicy, ale jako agent nie był rewelacyjny. (w tym czasie agenci otrzymywali 20% zarobków dżokeja, obecnie jest to 25%) i Gary niwiele jeździł.
W Portland Gary poznał swoją przyszłą żonę Toni Baze, której ojciec był trenerem, bracia dżokejami, a ona sama też jeździła poranne galopy. To ona poprosiła ojca o pomoc w znalezieniu agenta dla Garego. Od momentu gdy Ray Kravagna został jego agentem, wszystko się zmieniło. Do tej pory wygrał w Portland 3 wyścigi przez 3 miesiące i sądził, że po prostu jest kiepskim jeźdźcem. Teraz pod opieką nowego agenta wygrał 45 wyścigów przez miesiąc. Z końcem listopada przestał być uczniem i został dżokejem.
W całych Stanach obowiązują jednakowe zasady dotyczące uzyskania tytułu dżokeja – albo trzeba wygrać 55 wyścigów albo jeździć rok, cokolwiek nastąpi później. Powód: jeśli się ma trochę zdolności, można szybko wygrać 55 wyścigów, a jeśli nie to można jeździć kilka lat i być uczniem. Musi więc być jakiś limit. Po 3 latach automatycznie stajesz się „rzemieślnikiem”, ale powinieneś może pomyśleć o zmianie zawodu.
Dżokej dostaje 10% jeśli wygra, a 5% jeśli zajmie miejsca 2-4. Za dosiad płaci się zależnie od rangi wyścigu, czyli puli nagród: poniżej 10 000$ - 85$, a np. 1000 000$ wyścig to już 200$. Za wygrane Kentucky Derby dżokej dostaje ponad 60 000$.
Gdy Gary zaczął wreszcie odnosić sukcesy i zarabiać prawdziwe pieniądze ożenił się z Toni Baze, a miał wtedy zaledwie 18 lat. Latem jeździł w rodzinnym Boise, a jego agent już załatwił mu na jesień dosiady w Seattle. Pod koniec sezonu wyścigowego w Bois spadł z konia i okazało się , że ma pęknięty obojczyk. Mimo to pojechał do Seattle i jeżdził w bandażach nic nikomu nie mówiąc o kontuzji.
Gary uważa, że każdy sportowiec, aby odnosić sukcesy, musi nauczyć się pokonywać ból.
Jeżdżąc z pękniętym obojczykiem nie czuł bólu, bo koncentrował się na taktyce jazdy, później potworne bóle w kolanach powodowały problemy podczas chodzenia, ale w wyścigu nie czuł bólu. Biegał dla utrzymania kondycji, ale musiał zrezygnować z tego i poprzestał na galopowaniu jak najwięcej koni podczas treningu. W dni wolne grał w golfa.
W Seattle początkowo nie miał wielu dosiadów, ale ze względu na deszczowy tydzień, gdy tor zmienił się w bagno i dżokeje z „wyższej półki” odmawiali jazdy ze względów bezpieczeństwa, Gary jeździł za nich i wygrywał. Potem pojechał na sezon do Portland, gdzie został czempionem. Wrócił do Seattle i tu znowu pobił rekord wygranych – 220. Miał 19 lat, był sławny i urodziło mu się pierwsze dziecko.
Następny punkt w karierze to San Francisco. Trenerzy dla których jeździł w Portland i Seattle pojechali do Kaliforni na zimowy sezon, więc nie musiał martwić się o dosiady. Zdobył nowe doświadczenia ścigając się z dżokejami lepszej klasy niż ci w Seattle. Następny sezon w Seattle zakończył pobiciem własnego rekordu wygranych teraz 256!
Agent namówił go na zimowy sezon w Kaliforni, ale tym razem na słynne tory klasy A, gdzie spotka się z najlepszymi dżokejami świata. Tu po raz pierwszy wystartował w Breeders Cup Juvenile i miał okazję przekonać się, jak ryzykownie jeździ słynny Angel Cordero, znany z powodowania niebezpiecznych sytuacji podczas wyścigów.
Po dobrym starcie, on i Cordero wyszli na front. Cordero zaczął przysuwać się do niego niebezpiecznie blisko, po czym próbował zepchnąć go z jego toru jazdy, a gdy Gary nie ustąpił wyprzedził go i wpadł prosto pod nogi. Klacz Garego potknęła się, na szczęście nie upadła, ale zostali z tyłu. Sędziowie zażądali wyjaśnień, co groziło dżokejowi karą spieszenia. Cordero podszedł do Garego i z rozbrajającą miną powiedział: Wiesz, że nie zrobiłem tego specjalnie, chodź ze mną do komisji i pomóż mi się z tego wybronić. Takiej sławie początkujący 21-letni dzieciak nie miał prawa odmówić. Jednak jeden z sędziów powiedział mu , że jeśli chce to może wyjśći i to właśnie zrobił. Cordero dostał 5 dni spieszenia i stracił tytuł czempiona.
Gary został w Kaliforni, zaczął wygrywać i zdobywać uznanie trenerów. Raz dżokej Pat Valenzuela zrezygnował ze wszystkich 4 dosiadów i Gary pojechał za niego – wygrał na wszystkich 4 koniach.
Pierwsze znaczące zwycięstwo, to koń Westerner trenera Lazaro Barrery w wyścigu G II. Od tego czasu jeździl na większości koni tego słynnego trenera z Galerii Sław. To on właśnie miał największy wpływ na karierę Garego. Jeździł też dla D.Wayne Lukasa, ale na słabszych koniach. Lukas, podobnie jak ojciec Garego, zaczął trenować quarter horses jako hobby, będąc trenerem drużyny koszykarzy na wyższej uczelni. Konie wygrały z koszykówką i zaczął trenować także folbluty. Szybko dostał się do grona najlepszych trenerów w latach 80, a w 1990 r. został pierwszym trenerem, którego konie wygrały 100 mln $ zaś w 1999 200 mln $.
Pewnego dnia dostał propozycję od Lukasa, aby jechal na 3-letnim Tanks Prospect w Arkansas Derby. Był bardzo z tego dumny, chociaż krążyły plotki, że koń nie był w porządku. Inny dżokej ostrzegł go, żeby uważał podczas jazdy. Okazało się, że koniowi nic nie jest i wygrali wyścig. I tak doszedł do swojego pierwszego startu w Kentucky Derby. Dżokeje z pierwszej 10 starali się o ten dosiad, mówiono, że trener wybierze innego dżokeja, jednak Lukas wybrał jego uzgadniając to z właścicielem, bardzo zresztą wymagającym i trudnym we współpracy. Gary został po raz pierwszy w życiu dosłownie zbombardowany przez reporterów prasy i telewizji.
Tanks Prospect nie był faworytem, choć liczono na jego dobry start – niestety przybiegł 7, a w wyścigu nie był to ten sam koń o ładnej akcji jak w Arkansas. Koń nie był w porządku i miał nie startować w Preakness.
W związku z tym, Gary zgodził się na inny dosiad w tym samym dniu co Preakness na innym torze, kiedy nagle Lukas oznajmił, że znalazl przyczynę słabego występu Tanks Prospect i zdecydował się go zapisać. Było jednak za późno, żeby Gary mógł zmienić dosiad. Preakness oglądal w TV – Pat Day wygrał na Tanks Prospect. Oczywiście zaczęto mówić, że słaby występ w Kentucky Derby był „zasługą” Gary Stevensa i dlatego trener go zastąpił doświadczonym dżokejem. 3 tygodnie później Tanks Prospect pod Pat Dayem wystartował w Belmont Stakes jako faworyt i nie ukończył gonitwy. Urwał się i został z bieżni wywieziony trailerem. Nigdy więcej nie wyszedł do startu.
Kontuzje ścięgien to bardzo poważne urazy. Jeśli ktoś pyta trenera, co jest koniowi i ten odpowiada: oh, trochę go boli ścięgno, to tak jakby stwierdzić, że kobieta jest trochę w ciąży.
Wspomniany wcześniej wspaniały Point Given (wygrał prawie 4 mln $) naciągnął ścięgno wygrywając wyścig. Trener Bob Baffert i właściciel książę Ahmed zdecydowali się wycofać go z wyścigów i wziąć do hodowli, za co zostali skrytykowani przez światek wyścigowy. Jednak wielu doświadczonych koniarzy uważa, że kiedy koń naciągnie ścięgno, niezależnie od tego, ile czasu poswięci się na leczenie kontuzji, problem i tak powróci, a zakończy się zerwaniem ścięgna. Point Given był zbyt wartościowym koniem, aby podjąć takie ryzyko.
Będąc dżokejem musisz nauczyć się ufać swojemu instynktowi. Jeśli instynkt mówi ci, że powinieneś zatrzymać konia w wyścigu, należy to zrobić. Gary jeździł na koniu, który był tak waleczny, że prędzej by padł, niż się poddał w walce. Miał startować w Breeders Cup, ale w wyścigu przygotowawczym galopował jakoś dziwnie, niby szedł, ale bez zwyczajnej u niego woli walki, był drugi. Za celownikiem Gary zeskoczył z niego, a koń padł – pękła mu aorta i wykrwawił się na śmierć. Z kolei klacz, na której jechał i wydawało mu się, że źle pracuje zadem, więc zatrzymał ją w wyścigu, szła normalnie i czuł się jak kretyn. Trzy wyścigi później dowiedział się, że klacz padła w stajni – miała wewnętrzny krwotok.
Czasami Gary czuł się głupio, gdy zatrzymał konia w wyścigu i wydawało się, że nic mu nie jest. Jednak 9 razy na 10, wcześniej czy później coś było z koniem nie w porządku. Po latach doświadczeń Gary wiedział, że wielu trenerów, dla których jeździł polega na jego opinii i wezwany weterynarz znajdzie, może jeszcze gołym okiem nie zauważalną, kontuzję.
Jednak są trenerzy, dla których dżokej jest tylko „pasażerem” ich konia i nie powinien wyrażać swoich opinii. Powód, dla którego Gary tak dbał o zdrowie dosiadanych koni, jest prosty – trener oferując dosiad staje się odpowiedzialny za życie dżokeja.
Kiedy trener dla którego często jeździ mówi mu: Ten koń ma dziwną akcję zanim się rozgrzeje przed startem, on już ma taki chód. Jest OK. Natomiast gdy jakiś trener mówi: Koń porusza się dziwnie, ale nie przejmuj się. I na pewno już więcej Gary u niego nie przyjmie dosiadu. Taki trener myśli tylko o wygranej i pieniądzach, koń nie jest w porządku, ale życie konia i jeźdźca nie ma dla niego znaczenia.
Jako znany i doświadczony dżokej może sobie pozwolić na przerwanie pracy treningowej konia, zsiąść z niego i oddając trenerowi powiedzieć, że nie będzie na tym koniu galopował, bo koń nie jest zdrowy i trzeba pokazać go weterynarzowi.
Gary jest wrogiem wszelkich dziwnych, choć dozwolonych medykamentów , które obecnie podaje się koniom i nazywa je zasłoną dymną dla innych niedozwolonych środków. Lassix – podawany, aby zapobiec krwawieniu z płuc, czy też Butazoladin – środek przeciwbólowy. Testy na doping wciąż nie są doskonałe, jeśli coś jest niewyraźne próbuje się zidentyfikować niedozwolony środek, najczęściej jest to test na Clembuterol i jeżeli wynik nie potwierdza tego środka, ale coś jest nie tak, wynik brzmi „negatywny”, bo nie sprecyzowano co to za substancja. Koszty badania ograniczają możliwości sprawdzenia, co podano koniowi, bo trzeba by zrobić kilka testów, aby dojść do nazwy. W swojej karierze zdarzyło mu się dosiadać koni, które podejrzewał, że były na „koksie”.
Garry Stevens i Rock Ten Hard, zdjęcie ze strony www.garystevens.com.
„Chód prostytutki, wygląd królowej” – tak trener Wayne Lukas opisywał klacz , w której widział klasowego konia. Gary zrozumiał to określenie, kiedy Lukas zaproponował mu dosiad na 2-letniej klaczy Winning Colours na otwarcie sezonu zimowego w Santa Anita zaraz po Świętach Bożego Narodzenia. Biegała tylko raz latem i wygrała.
Winning Colours zaimponowała Garemu w wyścigu, bo była bardzo dojrzała, skoncentrowana podczas biegu i wytrzymała. Poza tym miała około 170 cm w kłębie! Klacze rzadko biegają z ogierami, ale wg Stevensa ona mogła sobie z nimi poradzić. Oczywiście wygrał ten wyścig łatwo i potem powiedział do Vasqueza, który miał szafkę obok niego: Mam zamiar wygrać na niej Kentucky Derby, na co usłyszał, że chyba oszalał. Klacz nie należała do miłych i w zasadzie najbezpieczniejszym miejscem w pobliżu niej było siedzieć na jej grzbiecie. Waliła zadem we wszystko, co znajdowało się w zasięgu jej kopyt. Nigdy nie próbowała atakowac koni w wyścigu, ale lubiła ugryźć tzw. lead pony (W USA konie galopują do startu prowadzone przez spokojne konie, ujeżdżone w stylu western). Winning Colours była zawsze na froncie po starcie i zazwyczaj tak już było do celownika. Gary wygrał na niej jeszcze La Sentinela Stakes 1600 m, potem był II w wyścigu G1 też na 1600 m , potem wygrał Santa Anita Oaks 1700 m i nadszedł czas na Kentucky Derby 2000 m. Klacz od razu ze startu miała 3 dł. przewagi i spokojnie galopowała nie naciskana przez inne konie, a Gary mógł kontrolować tempo wyścigu tak, jak chciał. Trener zalecił mu zacząć finisz 600 m przed celownikiem. Klacz miała długą, płynną akcję i niesamowite przyspieszenie. Jednak w Derby musiał stawić czoła najlepszym ogierom w kraju. Około 50 m do celownika przy Winning Colours znalazł się Forty Niner, jeden z faworytów. Klacz zaczęła słabnąć i jak to miała w zwyczaju, próbowała zbaczać do kanatu, a tam tor jest najcięższy. Zdołała się jednak obronić i wygrać o szyję. To było pierwsze zwycięstwo Gary Stevensa w Kentucky Derby, miał wtedy 25 lat.
Jeźdźcy treningowi trenera Lukasa galopują konie na treningu zawsze blisko kanatu i konie nabierają tego nawyku, co nie zawsze wychodzi im na dobre. Gdy dżokej próbuje wyjść zza koni, które są przed nim, a nie ma przejścia między nimi, pozostaje mu tylko rozwinąć skrzydła, bo nie wyciągnie konia w pole. Dlatego Gary zawsze wolał konie, które mają skłonność do zbaczania na zewnątrz toru.
Winning Colours wystartowała w Preakness Stakes (1900 m) 2 tygodnie po Derby. Tym razem Pat Day na Forty Niner „przykleił się” do klaczy od kanatu i spychał ją cały dystans w pole tak, że galopowali środkiem toru, a po wyjściu na prostą przez bramę przy kanacie zaatakował Risen Star i wygrał. Winning Colours była III, a Forty Niner VII. Przez taką jazdę oba konie przebiegły około 100 m więcej!
W Belmont Stakes, 3 tygodnie później, klacz była zmęczona, straciła na wadze i chęci do walki, przybiegła VI. Maraton o Trzy Korony kosztowal ją dużo zdrowia i chociaż potem 3 miesiące odpoczywała, nigdy już nie była tą samą waleczną klaczą. Potem, jesienią w Breeders Cup Distaff – 1800 m dla klaczy, podobnie jak w Derby osłabła 50 m przed celownikiem i przegrała o nos, a Gary długo przeżywał ten wyścig i zastanawiał się, czy gdzieś nie popełnił błędu.
***
Z czasem Gary zyskał sobie opinię dżokeja, który świetnie radzi sobie z nerwowymi, pobudliwymi końmi, a zwłaszcza klaczami. Potrafił je uspokoić i zrelaksować w drodze do startu, a robił to pozwalając im myśleć, że to one rządzą, ale do pewnego punktu. Wtedy zaczynał wymagać. I zawsze czy to po treningu, czy po wyścigu, poklepał konia po szyi i mówił mu, jaki był wspaniały. A konie, wbrew opinii niektórych, bardzo to lubią. Są jednak i takie , na które wsiadasz i musisz od razu pokazać, kto tu rządzi, np. męskie potomstwo ogiera Storm Cat.
Dobry dżokej musi uświadomić sobie, że jest istotą omylną. Tyle samo razy Gary wydał pozytywną opinię o koniach, ile się pomylił w ocenie jak dobre mogą być. Koń może mieć zły dzień, nie pasować do stylu jazdy dżokeja lub mogą być sobą zmęczeni. Wtedy Gary musiał przełknąć swoją dumę i powiedzieć trenerowi, że ten koń pod nim nie leci i powinien zmienić jeźdźca.
Gary uważa, że konie są inteligentne, a niektóre także sprytne. Np. jedziesz na koniu pierwszy raz i ku zaskoczeniu wszystkich wygrywasz. Dzieje się tak dlatego, że twój styl jazdy jest inny niż poprzednika i zaskoczyłeś czymś zwierzaka, np. dostał batem z lewej strony po raz pierwszy.Tyle że następnym razem on będzie czekał, aż zrobisz to samo i nie zareaguje. Kiedy koń wie, co masz zamiar zrobić zanim to zrobisz, czas zmienić dżokeja.
Gary uważa także, że jako dżokej współpracujący z trenerami i właścicielami, musi być wobec nich uczciwy i utrzymywać dobry kontakt oraz starać się jak najlepiej postępować z ich końmi. Musi umieć porozumiewać się z trenerem bez obawy, że obrazi jego lub jego konie i niezależnie od tego czy ma rację czy nie, stara się jak najlepiej pracować dla tych, u których jeździ. Nawet wtedy, gdy przyznaje, że ten koń nie pasuje do jego jazdy i może pod innym dżokejem będzie lepiej się ścigał, ma nadzieję, że ten gest będzie doceniony. W końcu wyścigi to próba wygrania pieniędzy dla właściciela i trenera.
Dlatego z czasem wielu ludzi zaczęło wierzyć w uczciwość jego opinii.
Gary pozostał w płd. Kaliforni, stał się już dobrze zarabiającym dżokejem. Żona i dwoje dzieci byli razem z nim, wynajęli domek na klifie z widokiem na ocean, własną plażą, kortem tenisowym i pełnowymiarowym basenem. I wtedy zdarzył się wypadek. Znajomy trener poprosił go, aby „zaliczył” kwalifikację startu z maszyny klaczy trenowanej przez innego trenera i opinię o tym koniu.
Starter ostrzegł go, aby trzymał bat w lewej ręce, bo klacz wyłamuje. Tak też się stało - przy pełnej szybkości wyłamała zostawiając dżokeja na kanacie. Potem był szpital, zwichnięty obojczyk, pozrywane więzadła w prawym kolanie , wstrząs mózgu, zaburzenia mowy. Zoperowano mu obojczyk i kolano, po czym zaczął brutalną rehabilitację już tydzień po operacji! Nikt nie potrafił mu powiedzieć, czy kiedykolwiek wsiądzie na konia. Gary , jak to on, ćwiczył więcej niż mu kazano i po czterech miesiącach, kiedy trener Laz Barrera zapytał go kiedy ma zamiar zacząć jeździć, powiedział, że za miesiąc. Trener zaproponował mu dosiad na klaczy debiucie (którą zamierzał wygrać Kentucky Oaks) – za tydzień. A on jeszcze nie siedział na koniu od czasu wypadku! Nie szkodzi, powiedział trener, musisz tylko się na niej utrzymać. Przegalopował więc 5 koni dla próby, z lekka obawą, ale bez strachu. A potem wygrał wyścig na Tiffany Lass. Po wyścigu wciąż nie był pewny, czy odzyska wiarę w swoje możliwości. W dalszym ciągu miał problemy z ramieniem i kolanem. Wtedy Bill śhoemaker pocieszyl go, że za dwa miesiące wszystko wróci do normy. Zdał sobie sprawę z tego, że czeka go więcej różnych wypadków i że musi nauczyć się znosić ból i cierpliwie czekać na wyzdrowienie. Na Tiffany Lass wygrał także Kentucky Oaks, tak jak to trener przewidział. Było to jego pierwsze zwycięstwo w wyścigu G1 i następny krok w karierze. A trener Laz Barrera na zawsze pozostał jego idolem. Jeździł potem dla niego jako dżokej nr1, Barrera był pierwszym trenerem z „galerii sławnych”, który uwierzył w jego możliwości jeździeckie.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Upadek z prowadzącego Storming Home na finiszu Arlington Million, źródło www.garystevens.com.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Rok 1986 był jednym z pierwszych, kiedy zaczął wybierać dosiady spośród kilku koni najwyższej klasy. I tu trzeba być dobrym politykiem. Nie zawsze wybierał konia najlepszego, często kierował się rangą trenera lub właściciela. Np. w 1999 jeździł dużo dla Boba Bafferta i czasem miał propozycję jazdy na koniach nie najwyższych lotów, ale przyjmował dosiad, bo wiedział, że trener to doceni i innym razem zaproponuje mu dosiad na czempionie. Tak samo, gdy znany i bogaty właściciel Frank Stronach zaproponuje mu dosiad i w tym samym wyścigu ma propozycje od jakiegoś mało znanego trenera, wybierze tego pierwszego, bo jest bardzo prawdopodobne, że wcześniej czy później Stronach będzie miał super konia i wtedy też on na nim pojedzie.
Zazwyczaj gdy przyjmę jazdę, odrabiamy – ja i mój agent, pracę domową. Cały czas oglądam filmy z wyścigami, na bieżąco obserwuję , co się dzieje na największych torach w kraju. Oglądam też największe wyścigi w TV. Jeśli jadę na koniu europejskim, dostaję nagrane jego wyścigi i studiuję je bardzo dokładnie. Moja praca obejmuje też obserwację konkurencji – co powinienem wiedzieć o tym czy innym koniu, aby go ograć.
Rok 1986 był generalnie dobry dla Garego, mimo tego poważnego wypadku. Nigdy więcej w swojej karierze nie odniósł tak poważnej kontuzji. Wygrał mimo tego 6-7 mln $, chociaż musiał walczyć o odzyskanie wiary w swoje możliwości, przezwyciężać ból, który stopniowo mijał. Starał się trzymać kondycję i wagę, rano galopował 7-8 koni na treningu a po południu ścigał się też 7-8 razy. I tak było codziennie.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
W roku 1988 Gary Stevens nie tylko wygrał swoje pierwsze Kentucky Derby, ale i Hollywood Gold Cup, najważniejszy wyścig na torze Hollywood Park. Incydent, który wtedy miał miejsce do dziś przśladuje Garego. Koń nazywał się Cutlass Reality i do tej pory wyniki miał mierne biegając w New Jersey, wygrywał wyścigi gorszej kategorii. Został przysłany do trenera Craiga Lewisa, u którego zmienił się w gwiazdę. Trener bardzo go lubił i uważał, że świetnie spisuje się na treningach, ale opinię miał „oszukańca”, czyli nie nie dawał z siebie 100% wysiłku w wyścigu. Biegał do tej pory głównie na torach trawiastych i trener zdecydował się jeszcze raz biegać nim po trawie. Koń wygrał, ale w kiepskim stylu. Trener doszedł do wniosku, że to koń na tor piaskowy, bo w treningu, na piasku spisywał się świetnie i w ten sposób Cutlass Reality stał się koniem G1.
W Hollywood Gold Cup był trzecim faworytem, za Ferdinandem pod Billem Shoemakerem i Alyshebą pod Chrisem McCarronem. Alysheba poprowadził wyścig, Gary na Cutlass Reality siedział za nim mając Ferdinanda od kanatu o długość za sobą. Chris McCarron lubił wyprowadzać konkurentów w pole, choć robił to łagodnie, nie powodując niebezpiecznej sytuacji. Zaczął stopniowo zmienać tor jazdy zmuszając Garego do jazdy szerokim łukiem lub wycofania się, a przy okazji robiąc miejsce przy kanacie. Shoemaker chciał skorzystać z sytuacji, ale Stevens krzyknął w tym momencie do Chrisa, żeby pilnował kanatu. Ten się obejrzał i skierował konia do kanatu, a Gary za nim, zamykając drogę Shoemakerowi. Nie było nic nielegalnego w tej akcji, oprócz niepisanego prawa dżokei, że nie wolno ostrzegać innego jeźdźca o trzymaniu kanatu. Gary wygrał o 7 długości i niezależnie od tego incydentu i tak nikt nie mógł mu zagrozić tego dnia. Po dekoracji wrócił do pokoju dżokei i oglądał wyścig w TV, gdy podszedł do niego wściekły Shoemaker i powiedział: Chłopcze, nie waż się, k... nigdy więcej tego robić! Gary poczuł się głupio i prawie się popłakał, bo Shoe był jego idolem, a poza tym wcześniej zdobył sobie jego uznanie jako młody , zdolny jeździec i mógł to wszystko stracić. Później Shoe podszedł do niego i przeprosił za swój wybuch, ale Gary przyznał mu rację i obiecał, że nigdy więcej się tak w wyścigu nie zachowa. Dotrzymał słowa.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
W roku 1989 urodził się Garemu drugi syn, kupił dom w pobliżu toru Santa Anita i przebudował go wg swoich marzeń i był to najgłupszy pomysł w jego życiu, jak sam przyznał. Przebudowa trwała rok, a koszt był trzy razy większy niż planował. Wtedy to zaczęło mu się psuć małżeństwo, ciągle się kłócili, a Gary żył w stresie, czy dadzą sobie radę z finansami. Na szczęście jego kariera się rozwijała, jeździł u najlepszych trenerów, a słynny Wayne Lukas zaczął dawać mu coraz więcej koni do jazdy. Nauczył się wtedy bardzo dużo, nie tylko o taktyce jazdy w największych wyścigach, ale i o omylności swoch opinii.
Cuddles była 2-letnią klaczą trenowana przez Wayna Lukasa, na ktorej Gary Stevens odnosił sukcesy i miał startować w wyścigu G1 o pół miliona $ w Hollywood. Trzy dni wcześniej jechał na jakiejś klaczy w zwyczajnym wyścigu, w którym startował 11 koni i Gary prowadził o 3 długości przed resztą stawki. Po 400m klacz się przewróciła – złamała obie przednie nogi. Reszta koni przegalopowała po nich i Gary dostał kilka kopniaków w plecy, a jeden z koni nadepnął mu na ramię. Skończyło się to pęknięciem ręki w łokciu. Gary nie chciał zrezygnować z jazdy w prestiżowym wyścigu, więc zapytał lekarza, czy może jechać. Lekarz zgodził się dać mu zastrzyk z kortyzonu i lokalne znieczulenie tuż przed gonitwą, ale powiedział też, że wtedy będzie się leczył nie 4 tygodnie lecz 2 miesiące. Wszyscy wiedzieli o jego kontuzji, ale trener wyraził zgodę na dosiad, mimo krytyki prasy wyścigowej, że pozwala jechać dżokejowi, który nie jest w pełni zdrowy.
Wyścig zakończył się wygrana o nos po morderczej walce przez cała prostą, podczas której Gary uderzył swoja klacz batem 16 razy i to właśnie tą chorą ręką! Ból towarzyszył Stevensowi od najmłodszych lat, ale Gary twierdził, że w momencie kiedy otwierają się drzwi maszyny, nie czuje nic, bo koncentruje się na walce o wygraną. Wysoki poziom adrenaliny pozwala zapomnieć o bólu. Po tym wyścigu łokieć leczył przez 6 tygodni.
Innym koniem trenowanym przez Wayna Lukasa o którym warto wspomnieć był On The Line – waleczne szybkie zwierzę z ogromnym sercem do walki. Trener i właściciel chcieli spróbować go na długich, klasycznych dystansach. Niestety jako dwulatek złamał kości w stawie pęcinowym i złożono je przy pomocy 6 śrub. Po długiej przerwie koń przebiegł parę razy i teraz trener chciał, żeby Gary pojechał na nim w wyścigu sprinterskim w Santa Anita.
Staw pęcinowy wyglądał okropnie, a sam koń ruszał się jeszcze gorzej. Gary miał wrażenie , że lekko kuleje, choć nie było to widoczne. Jednak kiedy wyszli na bieżnię i koń usłyszał dźwięk trąbki wzywający jeźdźców na start, od razu chód mu się zmienił i do startu galopował najpierw trochę sztywno, a potem już normalnie. Oczywiście wygrali ten wyścig i to w czasie bliskim rekordu.
On The Line wygrał jeszcze kilka wyścigów, poczym został zapisany do Breeders Cup Sprint z szansą na wygraną. Niestety ten wyścig zakończył się dla konia tragicznie. Zaraz po starcie jeden z koni wyłamał i uderzył w On The Line, który zachwiał, ale udało mu się utrzymać równowagę. Po tym zaczął biec jakoś dziwnie, choć jednocześnie rwał się do przodu. Gary myślał, że to wina toru który tego dnia powodował, ze konie ślizgały się i galopowały ciężko. Jednak po kilkuset metrach poczuł, że coś jest nie tak i zaczął zatrzymywać On The Line. Kiedy z niego zeskoczył okazało się, że koń ma przecięte ścięgno. Stało się to podczas kolizji. Weterynarze przez pięć dni próbowali ratować konia, niestety nie udało się i musieli go uśpić.
Do roku 1990 Gary Stevens miał za sobą 6 lat startów w wyścigach Breeders Cup i zawsze zajmował II lub III miejsca, ale nie wygrał jeszcze żadnej z tych prestiżowych gonitw. W tym czasie zaczął startować na koniach szejka Mohammeda z Dubaju i jego francuski trener Andre Fabre zaproponował mu dosiad na In The Wings w Breeders Cup Turf. Koń ten już miał za sobą świetną karierę w Europie i dużą szansę na wygranie w tym wyścigu. Jednak Gary po dotychczasowych porażkach przez 6 lat, nie był w stanie myśleć pozytywnie i zastanawiał się co tym razem stanie mu na drodze do sukcesu. W dniu wyścigu zadzwonił do niego ojciec pytając o szanse dosiadanych przez Garego koni. Stevens powiedział o In The Wings, że jeśli wyścig się dobrze ułoży, to może wygrać. Ojciec mu wtedy , że już udowodnił, że jest świetnym dżokejem, wygrał Kentucky Derby, startował już w Breeders Cup i powinien po prostu starać się „dobrze bawić”. I syn posłuchał ojca – przed wyścigiem mówił sobie „zrelaksuj się Gary i miło spędzaj czas”.
Trener Fabre polecił mu aby po starcie pozwolił koniowi galopować swoim tempem i zajął pozycję taką jaką In The Wings będzie chciał, czyli pozostawić koniowi inicjatywę. Po wyjściu na prostą koń powinien mieć tyle zapasu, że w każdej chwili będzie miał w co jechać. Trener ostrzegł go tylko , że jeśli za wcześnie wyjdzie na front, to koń uzna , że wykonał już swoją pracę i zacznie hamować.
Gary Stevens wygrał o pół długości ten wyścig (o 2 i pół miliona $)i poczuł ogromną ulgę, bo wreszcie zdobył swój pierwszy Breeders Cup!