Napisz do nas!




Despinado - desperado Facebook
środa, 06 sierpnia 2008 22:52

Wciąż próbujemy doścignąć czas. W „ściganiu się” co prawda mamy duże doświadczenie (obydwoje wszak przemierzyliśmy niezliczone kilometry w siodłach, gnając po wygrane), jednak jak tu stawić czoła nieuchwytnemu rywalowi, którego nijak nie można dogonić?
Kto wygra w tej gonitwie, a kto przegra? Kto to wie…?
Póki co, dzielnie staramy się dotrzymywać kroku pędzącej astronomicznej machinie, bezwzględnie narzucającej dwudziesto-cztero godzinny cykl, bo z doświadczenia wiemy, że jak raz się wypadnie z biegu, to można stracić bardzo, bardzo wiele (jaka szkoda, że doba nie jest dłuższa…).

Nie zdążyły jeszcze ucichnąć emocje związane z ostatnimi występami naszych podopiecznych na zielonej bieżni, a przed nami, już za chwilę kolejny pracowity weekend.
W swoim drugim tegorocznym występie najstarszy ze stajennej stawki Despinado (St.Nova) (6l.) wywalczył długo wyczekiwane przez cały nasz team zwycięstwo. Ostatnie sportowe dwa lata były dla ogiera pasmem pechowych, wielokrotnych kontuzji i urazów. Po każdej z terapeutycznych pauz, nie łatwo mu było wznawiać treningi, ponieważ jego nierozłącznym towarzyszem był ból. Mimo to, zdeterminowany Despinado posłusznie i bez jakiegokolwiek „marudzenia” oddawał się pracy, by ponownie powrócić do pełni formy.
Zwycięstwo dzielnego Despinado, można śmiało określić mianem desperackiego aktu, ponieważ podczas gonitwy zgubił specjalistyczną ortopedyczną podkowę, bez której normalnie nie jest w stanie zrobić dwóch kroków…

                                Despinado (St.Nova) - w siodle W.Szymczuk (foto.T.Celmer)

Po obiecujących pierwszych występach okrutnie zawiodły klacze Chief’s Line (St.Diament) i Semeru (St.Błazej). Być może był to chwilowy spadek formy spowodowany upalną pogodą, a być może nasze oczekiwania względem nich były po prostu zbyt wysokie. Czas pokaże.

Nie wykazuje jak na razie chęci do ścigania Perecioso (St.Diament), co nas bardzo smuci, bo podczas treningów wypada rewelacyjnie. W ostatnim występie „niósł się” w dystansie, sprawiając problemy dosiadającemu go jeźdźcowi. Ogier jest przygotowywany do gonitw „skakanych”, które być może pozytywnie go zainspirują i ponownie rozbudzą ducha walki.

Spodziewaliśmy się słabszych występów Zacharego (St.Diament) i Chaco (St.Błażej), które bardzo źle się czują na twardym, suchym torze. Obydwa ogiery nie najlepiej zniosły trudy ostatnich gonitw – są trochę „porozbijane” i obolałe. No i niestety nie ma, co się łudzić, ale pierwszych dobrych występów od obydwu koni będziemy mogli oczekiwać dopiero na „miękkich torach”. Uzbrajamy się, więc w cierpliwość i … pokornie czekamy.

                                              Asturia - St.Goljewko III - (foto.Nova)

Na pochwałę zasługuje bardzo delikatna Asturia (St.Golejewko III), która wyraźnie progresowała. Klaczka co prawda zajęła „tylko” trzecie miejsce, ale nie ukrywamy, że po pierwszym całkowicie bezbarwnym starcie, jest to dla niej mały sukces. Asturia swym występem sprawiła nam sporo radości, bo my rozpatrujemy go w kategoriach nie „tylko trzecie ”, lecz „aż trzecie” miejsce.

Księżna Vegas (St.Diament). Bardzo cieszyliśmy się jej pierwszym występem i z ogromną nadzieją czekaliśmy na kolejny. No coż… powróciły niestety „ klaustrofobiczne złe demony” z ubiegłego roku, choć myśleliśmy, że problemy ze start-maszyną poszły w zapomnienie.
Bardzo dużo pracy, cierpliwości i spokoju włożyliśmy wiosną w to, aby ponownie przekonać klacz, że boksy w maszynie nie są takie straszne, ale wystarczyło drobne zamieszanie, żeby klacz stała się niespokojna. Po wejściu do maszyny rozpoczęło się istne szaleństwo. Księżna w akcie rozpaczy, szamocząc się i skacząc mocno pokaleczyła nogi, wielokrotnie uderzając głową w drzwiczki rozkrwawiła nos i wybiła ząb…

                                           Księżna Vegas - St.Diament (foto.Nova)

Bardzo ładnie radzi sobie nasza skromna „kadra arabska” (łącznie cztery sztuki). Poza dobrymi występami Malahara (St.Nova) na pochwałę zasługują też pozostałe arabskie piękności. Dwa rzetelne wyścigi zaliczyła Enola (trzecia i druga lokata), choć wciąż jeszcze brakuje jej wiary w siebie. Ładnie zadebiutowała jej „pół” siostra Eylali, zajmując po bardzo mocnym wyścigu dobrą piątą lokatę. Wnioskując z postawy, jaką zaprezentowała w gonitwie można się spodziewać, że będzie z kolejnymi startami poprawiać.
Na szczególną zaś pochwałę i wielkie brawa zasługuje Gamessa, która w swym pierwszym życiowym starciu pokonała wszystkich rywali meldując się pierwsza na celowniku. Zwycięstwo wcale nie było łatwe, bo klaczy przyszło odeprzeć atak silnego ogiera, wyglądającego na dwa razy większego od niej.
Wszystkie trzy wyżej wymienione klacze są hodowli Pani G.Jankowskiej i reprezentują barwy St.Hawena-Arabians.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 

Losowe zdjęcie

Liczba gości:
DzisiajDzisiaj50
W tym tygodniuW tym tygodniu881
W tym miesiącuW tym miesiącu2608
WszyscyWszyscy83389
US
US