Rusza sezon kryć. W związku z tym przypominamy się z zakładką „Ogiery”, która jest dostępna w „Zestawieniach”. Owa zakładka, której inauguracja miała miejsce w lutym ubiegłego roku wciąż żyje i wciąż się rozrasta. Sukcesywnie docieramy do kolejnych informacji o dostępnych lub użytych w Polsce reproduktorach, co pozwala rozszerzać jej zawartość. Choć mamy również świadomość, że chyba nigdy nie będzie w niej wszystkich, w danym momencie dostępnych w Polsce ogierów.
Cóż. Nie jesteśmy w stanie nadążyć za wszystkimi zmianami. Jednocześnie chcemy poinformować, że już prezentowane wizytówki ogierów będą aktualizowane o ubiegłoroczne dokonania ich potomstwa.
Koniec ubiegłego roku, podobnie jak wcześniejszy, przyniósł trochę zmian. Zmiany dotyczą nie tyle zakładki, co stawki ogierów dostępnych w Polsce. Od chwili rozpoczęcia prezentacji ogierów, pojawiło się na rynku kilka całkiem nowych, bardzo ciekawych pochodzeniowo. Mogliśmy również zaprezentować ogiery polskiej hodowli, które wyróżniły się na torach wyścigowych, a ich właściciele postanowili je sprawdzić również w stadzie. Dobrym tego przykładem jest polski derbista Montbard. Użyty już nie tylko w polskiej, ale już również i czeskiej hodowli. Takie działanie wydaje się być zjawiskiem pozytywnym, gdyż pozwala porównywać rodzimą hodowlę z innymi, poprzez konfrontację wyników potomstwa.

Pomnik og.Hyperion przed siedzibą J.C. w Newmarket (foto.Nova)
Zwiększyła się też ilość kontynuujących rywalizację koni, choć już w tej zmienionej formie. Do wcześniej zaprezentowanych, dołączyły
San Luis i
Jam Hetman.
Koniecznie trzeba podkreślić, że
San Luis jest ostatnim synem Dixielanda i że dwukrotnie wygrał jedną z bardziej prestiżowych gonitw w polskim kalendarzu wyścigowym Nagr.Wielką Warszawską.
Należy podkreślić, że w ponad stuletniej historii tej gonitwy, koni które sięgały dwukrotnie po ten laur było tylko pięć. Bliski był dokonać tego po raz trzeci, jednak na ciężkim torze nie dał rady Night Expressowi. Właśnie podczas Wielkiej Warszawskiej w 2005 roku, San Luis ustanowił rekord toru na dystansie
2600 m. Warto dodać, że ten ogier również dwukrotnie kończył tą wielką gonitwę na drugim miejscu, a łącznie wziął udział w pięciu jej edycjach. Wynik ten na pewno jest godny uwagi i zapamiętania. San Luis zasługuje na szczególną uwagę również dlatego, że jego linia męska prowadzi do ogiera Byerley Turk (TUR) ~1680, jednego z trzech protoplastów rasy. I jest to zupełnie odrębna linia niż ta z której wywodzą się Northern Dancer, Native Dancer czy Phalaris.
Właśnie z uwagi na jego geny, warto mieć tego ogiera na uwadze. Może właśnie zachowanie materiału genetycznego, powinno być główną rolą stad państwowych, a szczególnie stad ogierów? Może, choćby z uwagi na pamięć Dixielanda, należy zaapelować - Zachowajcie San Luisa dla Polski!
Drugi ze wspomnianych,
Jam Hetman, wspaniały rosły kasztan, na pierwszy rzut oka, wydaje się sukcesami nie zachwycać. Jednak trzeba pamiętać, że w roku derbowym 2004, brał udział w bardzo trudnych gonitwach w Europie. Był to rok, gdy na Słowacji i w Czechach, pojawiły się świetne konie zachodnich hodowli, które zdominowały dystanse klasyczne w Europie Centralnej. Jednak ten kasztan, poza jednym wypadkiem, plasował się zawsze na płatnych miejscach. Chyba najtrudniejszym jego występem był wyścig rangi Listed, GP LGT Jockey Club w Dieseldorfie w Szwajcarii, gdzie zajął piąte miejsce. Po tych ciężkich wyścigach, na koniec sezonu wystartował jeszcze w Wielkiej Warszawskiej, gdzie zajął piąte miejsce (niestety wtedy nie było ono premiowane).
Aby mieć świadomość wartości jego dokonań spójrzmy na dokonania zwycięzców gonitw w których brał udział. W Szwajcarii przegrał do Standby Dancera (GER), zwycięzcy trzech gonitw rangi Listed w Szwajcarii, Holandii i Niemczech. W Bratysławie wygrał Siberion (GER), który już przed Derby Słowacji (G3) próbował swych sił w gonitwie G3 w Niemczech, a później, po przestawieniu na gonitwy skakane, wygrywał gonitwy płotowe w Niemczech, Włoszech (G2) i w Anglii. W Czechach tryumfował Darsalam (IRE), zwycięzca gonitw G1, G2 i G3 w Niemczech, który zajął trzecie miejsce w Preis von Europa G1 w Kolonii.
Czy jest ktoś w Polsce, kto powie, że Jam Hetman przegrywał do słabych koni w słabych wyścigach?
Jeżeli tak - to prosimy o uzasadnienie.
Wobec gorącej dyskusji na temat amerykańskich reproduktorów,
Street Cry i
El Prado, jaka rozgorzała na forum Finisz, których potomkowie być może będą stanowić w Polsce. Chyba warto zwrócić uwagę na to, co już jest u nas w kraju. A w Polsce są dwa reproduktory po ogierze
Giant’s Causeway.
Są to -
Scufiott i
Lions Call. Dla osób może mniej zorientowanych podajemy, że Giant’s Causeway na rok 2009 jest klasyfikowany na drugim miejscu wśród amerykańskich reproduktorów, z ceną stanówki 125.000 $. Street Cry, choć z ceną stanówki 150.000 $ - osiemnasty, zaś El Prado zajmuje 53 miejsce ze stanówką 75.000 $. El Prado w Polsce jest już trochę znany, dzięki siwemu Rutenowi. Również musimy dodać,
że choć 53 miejsce w rankingu nam może wydawać się słabe, to jednak te trzy ogiery to absolutna światowa czołówka reproduktorów. Czy czekać na nowe reproduktory, czy korzystać z już obecnych? Decyzja należy do hodowców.
Pomnik og.Eclipse na torze Rowley Mile w Newmarket (foto.Nova)
Podane powyżej przykłady, Scufiotta i Lions Call’a obrazują dość ciekawą tendencję, jaką można zaobserwować na polskim rynku koni pełnej krwi. Mianowicie wobec braku nowych zakupów Państwowego Stada Ogierów i starzeniu się wcześniej sprowadzonych reproduktorów, prywatni właściciele zaczęli poszukiwać nowych, jak najlepszych koni. Jednym z pierwszych był
Professional. Po nim przyszły kolejne. Nieco później również stadniny państwowe zaczęły na własną rękę szukać ogierów dla swoich klaczy. Tym sposobem pojawiły się w Polsce
Kharoud lub
Zarewitsch. O ile część ogierów była sprowadzonych jako już użytych w hodowli i legitymujących się też znakomitą karierą wyścigową, jak na przykład
Be My Chief to teraz pojawiają się kolejne, które karierę stadną rozpoczynają właśnie w Polsce. Są wśród nich konie dobre pochodzeniowo, jak
Cloword, który biegał bardzo mało, przez trzy sezony wyszedł do startu tylko 4 razy. W danym wypadku o decyzji sprowadzenia tego ogiera, na pewno zaważyło jego bardzo dobre pochodzenie.
Jednak jeżeli ktoś woli lepiej sprawdzonego wyścigowo ogiera, to ma do dyspozycji, może nie najlepszego pochodzenia, może o nieolśniewającej karierze wyścigowej, jednak na pewno rzetelne konie. Na przykład dystansowy
Rhodesian Winner lub polskiej hodowli
Negro. Dlaczego jednak nie sięgnąć jeszcze raz po takie, które powoli odchodzą w zapomnienie, jak na przykład
Alhijaz czy
Alywar. Czemu tak mało jest wykorzystywany
Chef Supreme? Dał przecież dzielnego Traminera i dobrze biegające konie półkrwi, w tym derbistę Decybela II rasy małopolskiej. Tu mała dygresja. Ojciec Chef Supreme, Chief’s Crown znajduje się na liście chefs-de-race. Za to drugi w Wielkiej Warszawskiej Dzielżan, został użyty w hodowli pełnej krwi marginalnie. Czy jednak właśnie przez dokonania swego potomstwa półkrwi, np. kl. Widawa (xo) została derbistką, nie może zasługiwać na uwagę?
Wszystko zależy od potrzeb i możliwości hodowców. Czasem zmuszonych do szukania ogiera który niestety jest poprostu najbliżej. Podawane przez nas przykłady ogierów, na pewno nie rozwiązują dylematów hodowców. Mamy obecnie w polskim stadzie ogierów konie wyśmienitego pochodzenia i konie o raczej słabym rodowodzie. Są wybitne konie wyścigowe i takie które biegały mało lub bardzo mało. Niestety takie są polskie realia, że musimy się zadowalać jedynie tym - na co nas stać.
Nawet ryzykując, że sprowadzony ogier okaże się „destruktem”. Czy jest to powód do zmartwień?
Na pewno tak. Jednak chyba nie mamy wyjścia, czasem trzeba podjąć ryzyko. Brzmi to brutalnie. Jednak nie pierwszy raz polska hodowla staje przed takimi problemami.
Zawirowania historii zawsze negatywnie odbijały się na naszej hodowli. Można zauważyć trzy charakterystyczne momenty, które są niestety znaczące. Zakończenie I Wojny Światowej i II Wojny Światowej, po których odbudowa stada trwała po około dwadzieścia lat. Ostatnie załamanie zbiega się
ze zmianami ustrojowymi, choć pewne symptomy były zapewne widoczne już wcześniej. Można powiedzieć, że gdy inni idą do przodu, my musimy po raz kolejny odbudowywać i tworzyć od nowa. Czy czeka nas kolejne dwadzieścia lat bez sukcesów? A może właśnie minęło te dwadzieścia lat? Miejmy taką nadzieję, skoro polskie konie wciąż są widywane na międzynarodowych arenach - no może jeszcze nie najbardziej prestiżowych, ale jednak.
Obecna sytuacja wśród dotępnych w Polsce reproduktorów, przypomina pewne wcześniejsze rozwiązania z historii naszej hodowli. Trzeba dopowiedzieć, że rozwiązania zakończone pełnym powodzeniem.
Pierwszy rodzaj działania - to zakup koni obarczonych pewną wadą i trzymanie kciuków, że wady nie będą przekazywane. Dla przykładu taka sytuacja dotyczyła
Fils du Vent (FR). Uznany w pewnym momencie za najszybszego konia Europy, miał jednak wadę postawy - tzw. zajęczaka. Z tego powodu nie wzbudzał zainteresowania zachodnich hodowców i dlatego został sprzedany do Polski za stosunkowo niską cenę. Całe szczęście prawie nie przekazywał tej wady, a dał tak dobre konie jak
Forward czy
Hel. Jednak poza nim było również kilka innych ogierów, które ze względów zdrowotnych miały niską cenę, lecz ich pochodzenie zwróciło uwagę polskich hodowców.
Fils du Vent (FR) (foto.autor nieznany)
Przykład drugiego rodzaju działania, to sprowadzenie do Polski koni o doskonałym pochodzeniu, które jednak zawiodły na torze. Takim koniem był
Villars (GB). Który mimo kilku sporadycznych sukcesów, jednak na torze zawiódł pokładane w nim nadzieje. To właśnie od niego zaczęła się najdłuższa, czteropokoleniowa polska linia męska, mająca w każdym pokoleniu derbistów. Chyba najwybitniejszym jego potomkiem, choć nie derbistą, okazał się ogier
Łeb w Łeb. Który to przedłużył tą linię.
Villars (GB) (foto.autor nieznany)
Były też decyzje o sprowadzaniu raczej rzetelnych niż wybitnych wyścigowo koni, a do jakich można zaliczyć ogiera
Bafur (GER). Ten reproduktor w stadzie dawał konie wcześnie dojrzewające, a wśród nich niesamowitego
Skarba. Konia który był na tyle wartościowy, że w czasie II Wojny Światowej stanowił
w stadninie SS Lauvenburg. A po zakończeniu wojny, był ukrywany przez hodowców niemieckich przed Polakami. Dopiero dyskwalifikacja, przez zachodnioniemieckie towarzystwa wyścigowe, koni polskich
i polskiego pochodzenia będących w posiadaniu niemieckim, doprowadziła do oddania tego ogiera w roku 1946 polskiej delegacji.
Bafur (GER) (foto.autor nieznany)
To były działania jakie podjęto tuż przed I Wojną Światową (Fils du Vent) i w okresie międzywojennym (Villars oraz Bafur). Wybuch II wojny Światowej uniemożliwił sprowadzenie do Polski nawet zakupionych już ogierów o znakomitych rodowodach, legitymujących się również świetnymii karierami wyścigowymi.
Taki zamiar został zrealizowany dopiero po zakończeniu II wojny światowej. Wobec starzenia się posiadanych reproduktorów, jak np. już wspomniany Skarb i po padnięciu ogiera Łeb w Łeb, zakupiono do Polski w roku 1953 ogiera
Aquino (FR). Znakomitego pochodzenia koń, legitymował się również wyśmienitą karierą wyścigową. Sukcesy odnosił na torach Francji, Angli i USA. W roku 1952 wśród koni czteroletnich i starszych w Anglii, właśnie Aquino został uznany za najlepszego.
Są dziś w Polsce obecnie ogiery o świetnym pochodzeniu, lecz praktycznie bez kariery wyścigowej. Są rzetelne konie wyścigowe, jednak raczej niezachwycające pochodzeniem. I jest też
Fly To The Stars uznany za najlepszego milera wśród koni starszych w Anglii w roku 1999.
Czyżby historia zatoczyła koło?
Pamiętajmy, że Fils du Vent, Villars, Bafur i Aquino - zostały czempionami reproduktorów i dały wiele wybitnych koni wyścigowych. To od nich też rozpoczynają się, choć oczywiście nie wszystkie, polskie linie hodowlane. Dzięki roli jaką odegrały, konie te na pewno można śmiało wpisać na polską listę chiefs-de-race. Oczywiście to nie jedyne ogiery jakie miały wpływ na polską hodowlę i które zasługują na miano polskich chef-de-race. O niektórych z nich - spróbujemy napisać następnym razem.
Opracowanie "Bogush"
Współpraca Nova Racing