Lato pożegnało nas deszczem. Deszczem również przywitała nas jesień. Smutna, senna i szara, nie mająca nic wspólnego z tradycyjną polską jesienią, złotawą, kruchą i miłą, o której z nostalgią śpiewał Czesław Niemen. Zamiast barwnych liściastych dywanów, królują ponure kałuże, kalosze, kaptury i parasole.
Warunki treningowe znacznie się pogorszyły, jest zimno i mokro. Nieustannie chlapie z góry i z dołu, więc przejażdżki nie do końca należą do przyjemnych doświadczeń, choć jak trener Kozłowski mawia „wszystko ma swoje uroki”.
Mocno elastyczna bieżnia wyścigowa sprzyja koniom bez przyspieszenia, więc teoretycznie każdy słabeusz może mieć swoje przysłowiowe „pięć minut” w karierze. Niektóre konie „czekają” cały sezon, aby wreszcie jesienią móc zaprezentować swe „błociarskie” walory. Każdy zaś, kto wytypuje takiego konia może śmiało szczycić się mianem szczęściarza, bo fuksy pociągają za sobą niezwykle apetyczne wypłaty w totalizatorze. Wytrawni gracze oczywiście bez najmniejszego problemu wskażą owego błociarza, a i bywa, że wraz z nim czekają cierpliwie aż do późnej jesieni, by potem cieszyć się wygraną. Niestety, tak to już jest w wyścigowym świecie, że co jednym sprzyja dla innych może stać się wręcz „zawalidrogą”.
Despinado (foto. Nova)
Elastycznego, grząskiego toru nie lubi przykładowo nasz podopieczny
Despinado (St.Nova) a na takim właśnie (jak na złość) przyszło mu się ścigać przez większą część sezonu. Ogier na takiej nawierzchni nie morze wykorzystać swojego największego atutu, jakim jest piorunujące przyspieszenie. Despinado co prawda wygrał w tym roku gonitwę na mocno elastycznym torze (w skali 4,2), ale przyszło mu to z wielkim trudem, no i dodać też trzeba że ogromny wkład w ten dobry występ miała mistrzowska jazda
Piotra Krowickiego. Analizując jednak wszystkie tegoroczne starty siedmiolatka nie można narzekać, bo mimo niesprzyjających warunków i bardzo wymagających rywali (takich jak np.: Norweg, Terra Incognita, San Moritz, Sabal, Corrina Mia, Amore Fortunato, czy Dżiakomo) ogier biega całkiem równo i rzetelnie plasując się na czołowych lokatach.
Przykrą niespodzianką był niestety ostatni niedzielny start Despinado (jubileuszowy 40-sty w jego karierze), z którym wiązaliśmy spore nadzieje. Wygląda na to, że wnuk dzielnego Jaguara jest już mocno zniechęcony rywalizowaniem na bieżni, na której po prostu źle się czuje. Wielka szkoda, bo gorąco wierzyliśmy w to, że wygra przynajmniej jeszcze jeden wyścig w tym roku.
Słabo spisał się również Pikus (St.Damis II), który co prawda biegł bardzo dzielnie w dystansie - do póki starczyło mu sił. Jeszcze do dwustu metrów przed celownikiem tliła się w nas nadzieja, że utrzyma drugą, trzecią lokatę i zaliczy dobry występ. No niestety, choć szczerze się starał zabrakło mu całkiem siły. Jakby zupełnie stanął w miejscu. Mówiąc wyścigowym żargonem „ucięło mu nogi”. Może na lżejszym torze wypadłby lepiej, ale z drugiej strony zapewne wtedy rywale podyktowaliby surowsze warunki. Wielka szkoda, że z planu gonitw (dla arabów) całkowicie wykreślono dystanse jednomilowe, bo konie tego typu co Pikus lub Esperita z góry skazane są na sromotne porażki.
Muslim (St.Zagościniec) wypadł podobnie jak Pikus.
Kasztana nie można zaliczyć do mocarzy, jest drobniutki, lekki i ma słabo rozwiniętą masę mięśniową. Dla niego z pewnością tor był zbyt ciężki. Muslim z powodów zdrowotnych zadebiutował dopiero czterolatkiem, co jest raczej rzadkością. Ma więc spore zaległości w stosunku do swych rówieśników. Na razie nie zachwyca wynikami, ale mamy nadzieję, że wreszcie załapie o co w tym sporcie chodzi i zacznie robić stopniowe postępy.
Crimson Challenge (foto. Nova)
Rekompensatą słabszych wyników było zwycięstwo dwuletniego ogiera Crimson Challenge (St.Pallas), którego występ mógł się bardzo podobać. Kasztan jest trudnym koniem do prowadzenia. Ciężko się układa w dystansie, a jazda na finiszu wymaga od dżokeja wiele doświadczenia i wyczucia. Po długich analizach rodowodu i profilu dosage oraz po gorących konsultacjach z Piotrem Krowickim zapadły uzgodnienia, że Crimson przejmie na siebie rolę lidera i podyktuje dość solidne tempo. Zakładaliśmy, że takie rozwiązanie pozwoli mu się ułożyć, stanąć na odpowiedni chód i zmęczyć rywali. Trochę ryzykowaliśmy, ale udało się. Jego wytrzymałość zapisana w genach, na tak ciężkim torze i przy mocnym wyścigu zrobiła swoje, choć finiszowe końcowe metry były pełne dramatyzmu.
Wyścig Crimson Challenge (autor Vioda -Racing)
Zwykły wyścig tylko drugiej grupy, a sprawił nam wszystkim tyle radości…
Dodatkowymi miłymi akcentami dwudniówki, które podtrzymały dobre nastroje były „gościnne” wygrane naszych stajennych jeźdźców. Victor Popov w bardzo ładnym stylu zwyciężył w Nagrodzie Pink Pearla, natomiast Grzegorz Krawczyk wygrał płotową Nagrodę Ochaby rozgrywaną na Torze Partynice we Wrocławiu.