Upragnionym momentem po długim, pracowitym i wymagającym poświęcenia sezonie, stają się chwile odpoczynku. Dla nas nie do końca są one, takie jak sobie wymarzyliśmy, bo nieustannie przeplatamy je ze stajennymi obowiązkami, a o prawdziwym urlopie możemy jedynie pomarzyć.
Wystarczyły jednak luźniejsze soboty i niedziele, by zwolnić nieco tempo, trochę ochłonąć i doładować akumulatory. Nieodzowna była również krótkotrwała absencja w sieci, która z kolei pomogła wyciszyć się wewnętrznie i rozładować nadmiar nagromadzonych emocji.
Pseudo „merytoryczno – naukowa” lektura niektórych (nazwijmy to grzecznościowo) redaktorów, jak też anonimowych geniuszy piszących na forach wyścigowych, zaczynała u nas obojga powoli dawać niepokojące symptomy zdrowotne. Uporczywie i z nasiloną mocą powodowała jakieś przedziwne uczucie nie tylko szybszego kołatania w klatce piersiowej, ale też sprawiała, że myśli zaczynały pędzić przedziwnym, szaleńczym galopem, nie mogąc się zatrzymać. Jednym słowem zero ładu, składu i spokoju.

Pavel i Grzegorz (foto.Nova)
Ukrycie laptopa głęboko w ciemnej szafie (na całe dwa tygodnie) bez wątpienia pomogło ukoić skołatane nerwy. Oj bardzo pomogło, gdyż chwilami odnosiliśmy wrażenie, że te nerwy ( i tak już „zawieszone” na cieniutkiej niteczce) w końcu zerwą się i niebezpiecznie eksplodują.
Bardzo przykre jest to, że naród o tak wspaniałych tradycjach, w przeszłości często okrutnie traktowany przez historię, dziś w czasach wolności i dobrobytu nie potrafi się ze sobą komunikować.
Smutne, że my Polacy coraz częściej traktujemy zwykłą wymianę zdań jak "matę zapaśniczą".
Ale wróćmy do tematu.
Z ulgą odnotowaliśmy fakt minięcia celownika przez ostatniego konia w gonitwie zamykającej sezon. Jednak, jeśli ktoś zapyta o jego imię, barwy stajni, czy trenera, to bezradnie rozłożymy ręce. I to wcale nie z powodu zawodzącej pamięci, lecz dla tego, że tak naprawdę był to błahy fakt. Znacznie zaś miał sam „akt zakończenia”, gdyż miniony sezon wydawał się nam niewiarygodnie długi i przyznajemy z ręką na sercu, że z utęsknieniem czekaliśmy na tę „ostatnią niedzielę” i uroczyste zamknięcie.
Najtrudniejsze i najbardziej wyczerpujące były ostatnie tygodnie. Zmęczenie zaczęło sięgać zenitu, a siedmiodniowe maratony codziennych obowiązków stajennych wraz z weekendowymi startami połączyć trzeba było jeszcze z wieloma innymi niezwykle absorbującymi zajęciami. Po raz pierwszy, po wielu, wielu tatach przygody z wyścigami poczuliśmy się naprawdę zmęczeni (może to już starość ?!).
W związku z chronicznym brakiem czasu, jaki nam doskwierał późną jesienią, niestety nie zdążyliśmy dokończyć kilku ciekawych artykułów, które miały pojawiać się na stronie. Nie udało się też dokonać „otwarcia” nowej ciekawej zakładki.
Ale jak staropolskie powiedzenie mówi „co się odwlecze, to nie uciecze”.
Długie zimowe wieczory będą doskonałym momentem do nadrobienia zaległości.
Kasia i Małgosia (foto.T.Celmer)
Tymczasem już na spokojnie, bez zbędnych emocji, najczęściej w zaciszu domowym przy lampce czerwonego wina (choć zdarza się, że również za pośrednictwem „niezbędnika cywilizacyjnego” jakim jest telefon komórkowy) wraz z przyjaciółmi dokonujemy retrospekcji wydarzeń mających miejsce w sezonie 2009. Jest o czym dyskutować, gdyż był to rok wzbudzający niezwykłe emocje i to nie tylko natury sportowej. Obfitował w zdarzenia dziwne i zaskakujące, często też dramatyczne, kuriozalne, szokujące, ale momentami też wielce zabawne.
Jednym przyniósł radość innym smutek.
Po raz pierwszy nie tylko na żywo, ale też przed ekranami telewizorów i komputerów miłośnicy wyścigów mogli regularnie w każdy weekend przeżywać wspaniałe występy koni, perfekcyjne jazdy jeźdźców, radość zwycięzców. Cały dramatyzm i wielkie emocje towarzyszące wyścigom konnym. Loterię szczęścia i pecha, która nie oszczędzała ani wielkich, ani małych. Monitor dał kibicom poczucie bliskości, ale też bezlitośnie obnażał emocje bohaterów, ich ulotne nadzieje, gorycz porażki, nieraz pychę i wielkie wpadki.
A jaki był dla nas miniony sezon ?
Kiedy przeanalizujemy ostatnie trzy lata, to nie skłamiemy, jeśli powiemy, że był to sezon spełnionych marzeń. Krok na przód, a właściwie powrót do dobrej formy z początków działalności. W kwietniu przed wyjściem naszych podopiecznych na zieloną bieżnię, szacunkowo zakładaliśmy, że będziemy w stanie wygrać około 15 – 16 gonitw. Nasza kadra wierzchowców spisywała się nadzwyczaj dobrze, wielokrotnie zaskakując nas samych. Chyba najwięcej radości sprawiły nam występy młodych koni, zarówno folblutów jak i arabów. To właśnie dzięki doskonałej postawie „młodzieży” ostatecznie udało się ukończyć rok z dwudziestoma trzema zwycięstwami, co dało nam ósme (pierwszy raz tak wysokie) miejsce w statystykach generalnych. Ponieważ prowadzimy malutką stajnię, a w połowie sezonu dodatkowo z różnych przyczyn odeszła od nas ¼ koni, to wynik ten traktujemy jako niezwykle ważne i cenne osiągnięcie. Jest to dla nas i naszej wspaniałej załogi nagroda za wytrwałość i ciężką pracę.

Trener z Irkiem (foto.T.Celmer)
Plusów i pozytywnych aspektów jest naprawdę sporo, ale jednak nie zawsze i nie wszystko układało się po naszej myśli. Były chwile bardzo trudne, a nawet można powiedzieć krytyczne. Nie ustrzegliśmy się kontuzji, które wykluczyły ze startów kilka koni. Kilka innych nieoczekiwanie odeszło zmieniając trenerów, co postawiło nas w nie komfortowej sytuacji finansowej.
Chwilami bardzo ciężko było wiązać koniec z końcem.
Mimo wielu udanych występów nie zabrakło też takich, które pozostawiały spory niedosyt. Gdzieś czegoś zabrakło, coś nie zagrało, coś przegapiliśmy, lub zbytnio przedobrzyliśmy uzyskując odwrotny skutek. Czasem brakowało po prostu szczęścia i traciliśmy upragnione zwycięstwa przegrywając o nos, o łeb…
Mimo różnych „wpadek” ogólnie sezon możemy zaliczyć do bardzo udanych. Konie biegały na dobrym wysokim poziomie, zarówno gonitwach płaskich jak i płotowych. Cieszymy się, że udało nam się utrzymać równą, stabilną formę przez cały rok. Odczuwamy dużą radość i satysfakcję zawodową, że z tak dobrym wynikiem zakończyliśmy rywalizację sportową – choć nie ukrywamy, że pozostaje mały niedosyt, bo przecież zawsze można zrobić coś jeszcze lepiej.
Do sezonu 2009 będziemy wracać wielokrotnie w kolejnych notatkach, dokonując podsumowań i szczegółowych analiz startów.
Victor i Marta (foto.Nova)
Na zakończenie chcieliśmy podkreślić, że tegoroczne dobre wyniki to zasługa całego naszego zespołu. Koniuszego, jeźdźców treningowych, stajennego dżokeja i nieocenionych amatorów, którzy z wielką pasją i poświęceniem oddają się wszystkim stajennym pracom.
To naprawdę wspaniały zespół. Bardzo wszystkim dziękujemy.
Podziękowania kierujemy też w stronę hodowców, z których wychowankami mieliśmy ogromną przyjemność pracować w tym roku. Dziękujemy naszym właścicielom za wytrwałość i zaufanie, jakim nas obdarowali, powierzając nam pod opiekę swe „skarby”.
Dziękujemy przyjaciołom za wsparcie w ciężkich chwilach, a naszym wiernym kibicom za gromki doping i szczerą radość z naszych wyników.