Napisz do nas!




Dobre, bo polskie Facebook
niedziela, 17 stycznia 2010 23:19
Jedną z pierwszych notatek dotyczącą ogierów zilustrowały zdjęcia pomników Hyperiona i Eclipse. Zapewne niejedna osoba zastanawiała się dlaczego? Cóż wszak te znakomite konie są przecież obecne w polskiej hodowli poprzez swych potomków. W Polsce niestety jest brak pamiątek po wybitnych koniach. Chyba jedynym widocznym przykładem upamiętnienia konia naszej hodowli jest nazwa Stajni SK Kozienice - Skarb. Choć koncentrujemy się na ogierach i to w dodatku pełnej krwi, to idąc śladami upamiętniania sławnych koni wyścigowych, zwróćmy uwagę na pomnik klaczy Arabella biegającej na wrocławskich Partynicach. Przypomnijmy, że ta klacz półkrwi, okazała się wybitnym koniem wyścigowym, a jej imię nosi Oaks dla klaczy półkwi. Dochodzą do tego jeszcze tylko różnego rodzaju obeliski, upamiętniające niektóre konie w stadninach, jak na przykład golejewska aleja sław. Jednak rzadko, który z bywalców torów wyścigowych bywa w stadninach.

                                                          (foto.wtwk-partynice.pl)

Przed najbliższym sezonem kryć pojawiły się już nowe ogiery, w tym importowane jak na przykład niemiecki Alaska River, czy angielski Andronikos. Pomimo, że są to ciekawe konie, to jednak tym razem skoncentrujemy się wyłącznie na ogierach polskiej hodowli. Chcemy w ten sposób przypomnieć o koniach polskich, które mają szanse zaistnieć, poprzez swoje potomstwo. Mimo wciąż, niestety niewielkiej popularności wyścigów, okazuje się bowiem, że w Polsce jest dostępna całkiem spora ilość ogierów pełnej krwi, w dodatku dużo z nich jest krajowej hodowli. Z prezentowanych przez nas i jak można przypuszczać, w ogóle dostępnych na rynku reproduktorów, co najmniej jedną trzecią stanowią ogiery urodzone w naszej ojczyźnie. Niewątpliwie jest to również zasługą wykorzystywania ich w hodowli koni półkrwi. Co prawda stosunkowo mało z nich było tak doskonałymi wierzchowcami jak Jam Hetman, Montbard, czy Mustafa lub Zagon, to jednak nie można nie zauważać faktu ich dostępności w stadzie. Pewien niedosyt może wywoływać fakt, braku kilku najwybitniejszych ogierów ostatnich lat, które jeszcze aktywne wyścigowo zostały sprzedane za granicę. Jeżeli do tego dołożymy nieprecyzyjną sytuację San Luisa, który został użyty w kryciu, ale jednak nadal pozostaje na torze, to otrzymujemy dość niejasną sytuację i ogier staje się mało atrakcyjny dla potencjalnych klientów chcących wykorzystać go dla swoich klaczy. Jednak takie jest prawo właścicieli koni i absolutnie nie śmiemy podważać ich decyzji.

Ktoś może powiedzieć, że w Polsce jest dużo klaczy po Dixielandzie, dlatego nie ma nim (San Luisem) zainteresowania jako reproduktorem. To prawda, jest ich sporo, jednak jest również bardzo dużo takich klaczy, które ani jego, ani Conor Passa nie mają w swym rodowodzie. Szkoda, że został wykorzystywany w stadzie marginalnie (mamy nadzieję, że ta sytuacja się zmieni się, a za kilka lat poczciwy Luis będzie należał do czołówki reproduktorów w naszym kraju). Najważniejsze jednak, że pozostał w Polsce, bo wiele innych wybitnych koni zostało sprzedanych za granice kraju i szybko słuch po nich zaginął.


                                                          Nowogródek (foto.skgolejewko.pl)

Jesienią ubiegłego roku na zasadzie reeksportu, trafił do Polski (w formie dzierżawy), inny syn Dixielanda - Masini. Ubiegłoroczne sukcesy San Luisa w gonitwach płotowych i kariera wyścigowa Masiniego wywołały dość zaskakującą opinię, że konie mające w rodowodzie Dixielanda mają predyspozycje płotowe. Trochę dziwna to teza. Bardziej właściwą opinią wydaje się być taka, że są to po prostu dobre, uniwersalne konie, jak sam Dixieland.
Stosowanie polskich ogierów w naszej hodowli koni pełnej krwi jest raczej niepopularne, a potomstwo po nich jest często traktowane jako mniej wartościowe wyścigowo. Choć ostatnie przykłady Nowogródka lub Don Grafa, jak również Delatora, być może każą przynajmniej częściowo, zweryfikować ten pogląd, szczególnie w zestawieniu z osiągnięciami potomstwa niektórych zagranicznych reproduktorów. Delator nie jest być może (jak na razie) najlepszym przykładem, gdyż ten dość szeroko użyty w hodowli ojciec, dał dotychczas naprawdę wyróżniającego się jedynie Informatyka. Jednak potomstwo innych polskich ogierów, jak na przykład Kilimandżaro i Irocco, choć niezbyt liczne, jednak okazało się pożyteczne ze strony wyścigowej. Wraca więc pytanie - czy lepiej użyć zachodniego, choć byle jakiego? Czy użyć w miarę dobrego wyścigowo, lub tylko pochodzeniowo (niekiedy nawet sprawdzonego w hodowli, choćby tylko półkrwi), polskiego ogiera?
Niemal odwieczne pytanie, zadawane już od czasów Rulera...
Pytanie, które w tle ma również aspekt ekonomiczny, gdyż stanówka polskim ogierem, często będzie zdecydowanie tańsza.

Niechęć, do użycia polskich ogierów, jest zapewne spowodowana rodowodami naszych koni, bo porównując pochodzenia, nasze konie z reguły wypadają jak „ubodzy krewni”. Jednak można też się natknąć na coś zastanawiającego. Za przykład niech posłuży Stato King, który przy wielu polskich ogierach, z pochodzenia wygląda niemal jak kopciuszek. W Anglii przecież nie trudno o znakomite rodowodowo konie. Dlaczego więc jego pedigree jest tak ubogie w chef-de-race? Może to właśnie wynik hodowli, która z rozmysłem i małym kosztem dobierała konie? A może wręcz czysty przypadek. Stato King wygrał jedynie gonitwę Listed we Włoszech (ogólnie brał udział w pięciu wyścigach tej kategorii) jednak łącznie zarobił na torze ponad 200.000 euro. Potwierdza to starą regułę, że nie tylko „papier leci”. Niestety jak na razie jego potomstwo (urodziło się w Polsce) nie zachwyca wynikami na zielonej bieżni i tak do końca wcale nie wiadomo czy ogier ten sprawdzi się w hodowli. Jedno jest pewne - został zauważony i dostał swoją szansę.

                                                         Krater (foto.skgolejewko)

Cieszyć, zatem powinno, że swoje szanse dostały również inne dzielne konie, które może nie zdobyły najwyższych laurów, ale na pewno zaistniały na torze, jak Icy Walker czy Gryfin. Szansę dostał również Jowial, który zaliczył tylko trzy starty – stanowczo zbyt mało, by wryć się w pamięć. Jednak i on ma możliwość wykazania się. Dlaczego? Jeżeli ktoś pamięta te konie, jeżeli kogoś zauroczyły ich cechy i ma pomysł na skojarzenie - to czemu nie? W końcu to celownik decyduje o tym, który koń jest najlepszy. Swoją drogą należy też zwrócić uwagę, że niektóre z trafiających do Polski zagranicznych ogierów też biegały bardzo mało, lub wcale.Inne zagadnienie to konie, o których w Polsce niewiele się słyszało, bo głównie ścigały się za granicami kraju, często odnosząc cenne wyniki - Dalman i Negro, dwaj synowie Don Corleone. Bez rozgłosu, można powiedzieć nawet, że w cieniu Niggarda i Królowej Śniegu, osiągali interesujące rezultaty na włoskich torach i wrócili do Polski by spróbować swych sił w stadzie. Obok tych dobrych płotowców, reproduktorem został jeszcze jeden syn Don Corleone - Muzyk. Koń, który ma tyle samo sympatyków, co przeciwników. Koń, który w przeciwieństwie do wcześniej wymienionych, wciąż jest aktywny wyścigowo i dla odmiany specjalizuje się w sprintach. Kolejnym, nadal startującym koniem, jest rekordzista na 1600 m i wybitny płotowiec, Janosz, którego potomstwo w minionym roku bardzo ładnie pokazało się na torze.

Skoro jest sporo ogierów pełnej krwi to zapewne jest również dużo klaczy, rozsianych po małych hodowlach, pensjonatach  i stajniach. Tam być może tkwi nierozpoznany, lub niewykorzystany potencjał polskiej hodowli. Swoją drogą ciekawe, jakie linie hodowlane można by tam znaleźć?
Przecież przed laty na przykład na paryskim rynku „wyłuskany” został przez angielskiego turystę Godolphin Arabian, jeden z trzech protoplastów najszlachetniejszej dziś rasy koni wyścigowych. Scham (wtedy tak właśnie był nazywany) ciągnął ciężki beczkowóz, był brudny, chudy i w wielu miejscach odparzony. Koń trafił w ręce handlarza wodą wprost ze stajni królewskich Ludwika XV. Król otrzymał konia w prezencie od księcia Tunisu z okazji zawartego traktatu handlowego. Ludwik XV niestety nie docenił wartości podarku i tak Scham, książę pustyni, potomek słynnego „Skrzydła Wiatru” trafił z pałacu wprost do obskurnej obory. Odkupiony najpierw przez angielskiego turystę, przechodził przez wiele rąk, aż wreszcie trafił do posiadłości wielkiego miłośnika koni Lorda Godolphina, gdzie po kilku latach za sprawą swego potomstwa stał się sławny na całą Anglię.  

                                                    Godolphin Arabian (foto.squido.com)

Polska może pochwalić się równie ciekawą historią, choć znacznie młodszą.
W cyrku odnaleziono Celebesa, syna Witraża z rodu Kuhailan Haifi or. ar. Konia, którego wcześniej sprzedano, nie przewidując użycia go w hodowli. Tego Celebesa, który w stadzie dał między innymi, Etapa - ojca Wikinga!
Wikinga, który okazał się wybitnym koniem wyścigowym w Polsce i USA. Jak również wielokrotnym czempionem reproduktorów. Został pierwszym arabskim ogierem, którego potomstwo w ciągu jednego sezonu wygrało ponad 1 milion dolarów (w 1994 r.), a w sumie na torach wygrało ponad 5 mln. Wszystko dzięki temu, że ktoś, kiedyś poszedł do cyrku. Historyjki te oczywiście przytoczone zostały jako ciekawostki, a nie po to by zachęcać hodowców do absurdalnych poszukiwań. Choć druga z nich może posłużyć za dowód na to, że w Polsce również można wyhodować dobre konie wyścigowe.Wracając do tematu ogierów pełnej krwi. Ktoś może zapytać, jakie ma znaczenie hodowla koni dla wyścigów? Otóż ma i to wręcz ogromne. Skoro organizator wyścigów na Służewcu, czyli Totalizator Sportowy, zakłada duży wzrost liczby gonitw, to potrzeba będzie dużo więcej koni. Trzeba, więc zachęcić wszystkich hodowców i właścicieli, nawet tych najmniejszych, do odważniejszego inwestowania w rozwój i koniecznie rejestrowania koni w Księgach Stadnych. Niestety nadal wiele z nich jest określanych jako rasa NN? Dotyczy to na przykład części potomstwa og. Mustafa, który rodowodowo wcale nie jest taki ostatni. Ciekawie wygląda również Sexman, a jego potomstwo, choć nieliczne, przecież już pokazało się na torze wyścigowym. W tym miejscu należy też wskazać Jukona. Ten mało znany syn og. Zafonium, został użyty w hodowli, a jego potomstwo odważnie wystawiono na aukcję koni wyścigowych.


Mustafa - Derby 1997 (zobacz film)

Oczywiście, że w takich małych ośrodkach, przynajmniej na początku trudno będzie znaleźć derbistów, co zapewne zniechęca część właścicieli folblutów do prób wyścigowych.
Za przykład jednak niech posłużą nam Niemcy, gdzie zdecydowana większość folblutów pochodzi od „małych” hodowców, mających jedną lub dwie klacze.
Wydaje się też, że część ogierów nie znajduje uznania z uwagi na swoje skromne lub żadne, dokonania torowe. Jednak to przecież nie ich wina, że czasem musiały się ścigać na „nie swoich” dystansach, jak na przykład Jazzman, który na za krótkim, jak by wskazywało jego pochodzenie, dla siebie dystansie 1600 m, potrafił jednak ustanowić rekord toru. Cieszy, że jego potomstwo (również nieliczne) też potrafi wygrywać wyścigi. Z drugiej strony, potomstwo wyśmienitego sprintera, Da Xiana, choć zauważalne, niestety nie odnosi jak na razie większych sukcesów.

Czyli jednym słowem reguły nie ma.
Zatem stosować, czy nie stosować ogiery polskiej hodowli? Czesi nie mają takich dylematów. Patrząc na ich poczynania można dojść do wniosku, że wychodzą z bardzo prostego założenia. Skoro koń wyróżnił się na torze, to niezależnie od jego pochodzenia, koniecznie należy go sprawdzić w hodowli. Kryje tam kilka ogierów polskich, które osiągnęły bardzo ciekawe wyniki. Na przykład Scater po Dixielandzie, Magnus po Jape lub Scyris po In Camera.
Warto wspomnieć, że Magnus został za południową garnicą czempionem debiutujących reproduktorów, jak również czempionem ojców koni dwuletnich, a później trzyletnich. Można przypuszczać, że Age of Jape, będący obecnie najlepszym trzyletnim koniem w Czechach, pójdzie w ich ślady.


                                                 Delator (foto.jaroszówka.w.interia.pl)

Na słowa uznania zasługuje postawa właścicieli Kornela, którzy zdecydowali się go użyć w hodowli i śmiało, publicznie zaoferowali stanówkę innym hodowcom. Powinien cieszyć fakt dostępności tego konia w hodowli, szczególnie dlatego, że poprzez matkę, Kornel łączy krew dwóch najlepszych w Polsce, reproduktorów ostatnich lat - Jape’a i Who Knows’a. W trakcie takich rozważań można zapytać, czy nie warci zainteresowania są jeszcze dwaj synowie Nemana, podwójnego derbisty z Wiednia i Warszawy, zarazem w linii męskiej wnukowie Dakoty, Zanni i Diament? Obaj mają za sobą kariery wyścigowe, choć nie tak błyskotliwe jak Zagon. Jednak chyba warto mieć na uwadze każdą możliwość i różnorodność oferty, którą na pewno uzupełniają chociażby synowie Winds of Light'a - Viritim i Krater. Zresztą lista dzielnych wierzchowców jest dłuższa i znajdują się na niej jeszcze Brzask, Dzielżan i Sergio. Czy nie zwracają na siebie uwagi też Divisor, Terrano i Sword, których potomstwo półkrwi bardzo ładnie sprawdza się w wyścigach na wrocławskim torze Partynice? Potomstwo siwego Cisonia, też biegało na Partynicach, a i wyśmienicie spisuje się w sporcie do tego stopnia, że jego syn, wał. Marengo brał udział w olimpiadzie w konkurencji WKKW. Dziś chyba pozostaje w nas pewien żal, że takie konie jak Galileo (po Jape) i Sakenos (po In Camera) zostały sprzedane. Bardzo cieszyły nas wszystkich zagraniczne sukcesy Galileo, jednak radość z sukcesu pogłębiała tylko poczucie pewnego smutku. Smutku, że tego ogiera nie ma już u nas w kraju.

W zakładce o ogierach przedstawiamy możliwie jak największą liczbę koni, by choć w ten sposób utrwalić o nich wspomnienie i też dlatego, żeby zaznaczyć sam fakt obecności tych koni w historii polskich wyścigów. Mamy świadomość, że pewna część z nich wcale nie zostanie użyta w hodowli, a tylko nieliczne z nich i to w dodatku marginalnie. Chcemy jednak pokazać, jakimi zróżnicowanymi możliwościami, w tym genetycznymi, dysponuje Polska hodowla. Jaki posiadamy wspaniały (niedoceniany) potencjał pozwalający nawet najmniejszym hodowcom wybrać interesującego ogiera dla swojej klaczy. Trzeba tylko poszperać i z rozmysłem kojarzyć.
Tak zresztą dzieje się w całej Europie (mowa tu o możliwościach wyboru). Głośno mówi się tylko o tych najlepszych reproduktorach, jednak dokładna lektura katalogów pozwala wychwycić też ogiery, które nawet w Polsce nie wzbudziłyby zachwytu ani pochodzeniem, ani karierą wyścigową.
Nie ma co się wstydzić, że u nas również są ogiery na „każdą kieszeń”, bo przecież takie są prawa rynku.
Wiele z obecnych w Polsce reproduktorów nie wykazało się wybitnymi osiągnięciami, były jedynie na torze po prostu dzielnymi i walecznymi. Były końmi, które zwróciły na siebie uwagę swoim charakterem, bądź tylko wyglądem, a jednak dały ciekawe potomstwo…

Puentą tych rozważań niech będą słowa legendarnego hodowcy koni pełnej krwi, Federico Tesio"
"Folblut galopuje dzięki płucom, wytrzymałość zawdzięcza sercu, a wygrywa charakterem" 


 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 

Losowe zdjęcie

Liczba gości:
DzisiajDzisiaj51
W tym tygodniuW tym tygodniu882
W tym miesiącuW tym miesiącu2609
WszyscyWszyscy83390
US
US